Hej ho,

Jak pewnie wiecie z newsów albo z mojego poprzedniego maila na Islandii od kilku dni wybucha wulkan. Wczoraj udało mi się go odwiedzić, a jako, że to rzadkie zjawisko i ciekawie to tam wygląda to postanowiłem napisać małą relację ;-)

Zdjęcie które powstawiałem między tekst można zobaczyć w galerii tutaj: http://www.dropbox.com/gallery/1211620/1/wulkan2?h=53b5ef

Nawet w skali światowej erupcje zdarzają się raczej rzadko więc oczywiście we wszystkich telewizjach coś się na ten temat pojawiło. TVN24 zawitał tu osobiście, ale ich materiał nie był nawet w połowie tak dramatyczny jak ten z Fox News:

http://www.youtube.com/watch?v=Jh3D_oW6fWY

Na Islandii ten link krąży raczej jako dowcip ;) Oczywiście erupcja jest jednym z głównych newsów i co chwile pojawiają się aktualizacje na jej temat, ale głównie jako ciekawostki… generalnie cieszą się, że coś się dzieje.

Przez pierwszy tydzień erupcji miałem egzaminy więc niestety nie mogłem się ruszyć z uczelni. Trochę dopisało mi szczęście bo na początku i tak pogoda była kiepska i nic nie było widać, a do tego drogi w pobliżu były zamknięte. Wulkan wybuchł między dwoma lodowcami, na środku jednego z bardziej popularnych szlaków turystycznych ze Skogar do Basar. O tu dobrze widać:

http://www.loftmyndir.is/k/kortasja.asp?client=eldgos

Na czerwono wulkan ;) Pod koniec tygodnia pogoda się poprawiła i szlak został otwarty dla turystów. Wtedy zdecydowaliśmy że trzeba się tam przejść. Tutaj sobie żartują, że Islandia to dziwny kraj bo jak tylko wybucha wulkan to ludzie wsiadają w samochody i jadą oglądać… zamiast uciekać jak przyzwoitość by nakazywała. W sobotę wieczorem pojawiło się sporo newsów na temat wulkanu:
- trochę dobrych: niezła pogoda, erupcja jest stabilna, dużo osób wyszło na szlak w sobotę
- i trochę złych: temperatura odczuwalna na szlaku do -18 (za oknem miałem wtedy +5), treking zajmuje ok 5 godzin w jedną stronę (16km), no i gazy osadzają się w dolinach więc trzeba uważać żeby nie zatrzymywać się w miejscach w których mogły by się zbierać.

Do tego niestety szlak został zamknięty wieczorem z powodu pyłu wulkanicznego.

Rano wstałem, pooglądałem Kubice zajmującego 2 miejsce w GP Australii i podzwoniłem do ICE-SAR (Islandzki GOPR), lokalnej Policji i zarządu dróg. Niestety ICE-SAR nie odbierał, Policja miała islandzką automatyczną sekretarkę, a w zarządzie dróg powiedzieli mi tylko z którego miejsca mogę zobaczyć wulkan z drogi ;) Na szczęście po pół godziny pojawił się w internecie news, że szlak jest znowu otwarty więc od razu ruszyliśmy.

Z uczelni do Skogar mamy 250km, na Islandii nie ma korków, więc po 2,5 godziny byliśmy na miejscu. Pod słynnym wodospadem Skogafoss:



gdzie zaczyna się szlak stało około 100 samochodów i nawet były rozbite dwa namioty ;) Teoria więc się potwierdziła, wulkan przyciąga Islandczyków. Kilkaset metrów dalej stały dwa helikoptery w których można wykupić miejsce za około 200 euro i polecieć na krótką (około 30 minut) wycieczkę dookoła wulkanu. Fajnie to wygląda, w miejscowym 'domu kultury', w korytarzu siedzi facet ubrany w kombinezon, ma przed sobą laptopa i terminal płatniczy. Przychodzi do niego grupka 4 osób, facet kasuje każdego po 200 euro po czym ubiera 'nauszniki' i razem wychodzą do helikoptera stojącego na trawniku przed budynkiem. Sprzedawca oczywiście jest zarazem pilotem ;)

Treking zaczęliśmy o 12. Teren nie jest trudny: najpierw około dwóch godzin po trawie, później kolejne dwie godziny po śniegu, często lodzie bo dawno chyba nic nie padało, za to wieje bardzo mocno. Szlak nie jest oznaczony, ale w większości widać ścieżkę albo ślady innych ludzi. Ba, w większości widać po prostu innych ludzi idących do wulkanu albo wracających. Problemów z nawigacją brak. Kilka fotek z trekingu:









Po 4 godzinach doszliśmy do małej chatki w której było kilku ratowników i kłębiło się sporo osób które chciały się ogrzać. Ostatnie 15 minut bardzo mocno wiało, więc my też się ogrzewamy. Z chatki do wulkanu jeszcze 4 km więc kolejna godzinka. Chatkę widać zresztą na mapce którą wkleiłem wyżej.



Przez te ostatnie kilometry na śniegu pojawia się coraz więcej pyłu, od połowy jest już całkiem czarno. Pył zresztą czuć w ustach już od 2 godziny trekingu… po prostu czasami coś trzaska między zębami. No i czasami wpada do oczu.









No i w końcu dochodzimy na miejsce. Pierwsze wrażenie jest takie, że chyba jesteśmy ze złej strony bo mało widać ;) Najpierw chwilę patrzę na lawę buchającą za stertą kamieni, a później rozglądam się dookoła, bo sporo się w tym miejscu dzieje. Po pierwsze nad głowami latają helikoptery i samoloty. Dwa helikoptery które latają ze Skogar zrobiły chyba po 15 kursów każdy, do tego przy wulkanie wylądowały dwa kolejne. Samoloty też można było zobaczyć kilka razy więc pewnie również były typowo turystyczne. Do tego w polu widzenia miałem około 20 jeepów i kilka skuterów śnieżnych (ciekawe jak im się jeździ po tym pyle). Ruch prawie jak w centrum miasta ;) Jak widać biznes na wulkanie da się zrobić niezły. ICE-SAR śmigał też takim fajnym łazikiem:

http://dailyclique.com/wp-content/uploads/2009/03/800px-us_5055th_range_squadron_m973_susv1.jpg

Widać go an tej panoramce (to małe czerwone coś):




No ale wracając do wulkanu. Jak widać na zdjęciach:
















z tej strony na którą prowadzi szlak nie widać go aż tak dobrze. Mimo to robi spore wrażenie, lawa ma bardzo soczysty czerwony kolor, a przy każdym wybuchu słychać niepokojące dźwięki. Wrażenie robi też to wszystko co wulkan zdążył już dookoła rozrzucić. Ta sterta kamieni cały czas powoli się przesuwa do przodu. W szczelinach widać rozgrzane do czerwoności kamienie. Stojąc na pobliskiej górce i robiąc zdjęcia trochę zmarzłem, ale jak tylko podszedłem do kamieni było mi za gorąco ;) Wrażenie jest dokładnie takie jak przy ognisku. Można sobie usiąść w bezpiecznej odległości i jest miło i przyjemnie, natomiast jak się podejdzie zbyt blisko to robi się za ciepło.

Można sobie odłupać trochę jeszcze ciepłej lawy na pamiątkę co też zrobiłem.

Spędziliśmy w okolicy wulkanu około 30 minut i musieliśmy wracać bo w perspektywie mieliśmy jeszcze 5 godzin marszu. Niestety dopiero na samym dole dowiedzieliśmy się, że 2 km od wulkanu można było zobaczyć 'lawospad'. O taki:

http://www.flickr.com/photos/maniatla/4474580114/

Jeżeli wulkan będzie aktywny po 5 kwietnia to nie wykluczone, że przejdę się jeszcze raz i nadrobię zaległości. W chatce było całkiem ciepło, więc mógłbym zostać na noc i zrobić trochę nocnych fotek. No ale to niepewne plany bo ostatnie newsy mówią, że wulkan powoli się wygasza, a w ten weekend stracił 25% mocy.

Strasznie się rozpisałem, ale nie będę już tego skracał, może nie jest aż takie nudne ;p

I na koniec kilka panoramek: